Patron

Patron

Wstęp

„Wadowice, rok dwudziesty, Emi rodzi syna, tu kapłaństwo, teatr, życie, wszystko się zaczyna” – tak swoja piosenkę o JPII rozpoczyna Magda Anioł, wokalistka chrześcijańskiego zespołu.

A dokładnie 18 maja. Właśnie wtedy na świat przychodzi Karol Józef. Ten, który jednym zdaniem potrafił podbić sobie serca bijące na całym świecie. Ten, za którym po każdym z kontynentów jeździła młodzież. Ten, którego już w dniu pogrzebu wynieśliśmy na ołtarze, skandując „Santo subito!”.

Jednak zanim przeżyliśmy ten najtrudniejszy pierwszy tydzień kwietnia 2005, wiele wody upłynęło w Wiśle, wiele się wydarzyło zarówno w Polsce jak i w Watykanie, czego nie sposób ominąć...

 

Co się wydarzyło przed 16.X.1978r?

Lolek stracił matkę w wieku zaledwie 9 lat, co spowodowało że silnie związał się z ojcem, urzędnikiem administracji wojskowej. Jedynie taki kontakt z rodziną mu pozostał, gdyż brat Edmund umarł, co było konsekwencją przebywania wśród chorych na epidemię szkarlatyny, a o zmarłej w wieku niemowlęcym siostrze nie ma bliższych wiadomości.

Można powiedzieć, że kapłaństwo było mu pisane od urodzenia – mieszkał przy ulicy Kościelnej...

Uczęszczał do siedmioletniej Szkoły Powszechnej, po której ukończeniu uczył się w Gimnazjum Męskim – to tam rozpoczął granie w teatrzyku amatorskim.

Po zdanej bardzo dobrze maturze rozpoczął studia na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. II wojna światowa uniemożliwiła mu jednak rozpoczęcie drugiego roku studiów jak zawsze w październiku. Na początku listopada 1939 zapisał się u odnalezionych profesorów na kolejny rok nauki, jednak już pod koniec miesiąca zostali oni zaaresztowani przez Gestapo. Przez kolejnych pięć lat robił wiele – pracował jako goniec sklepowy, robotnik w fabryce, kamieniołomach, halach fabrycznych. Jego ostatni wybór (z tą różnicą że już nie przymuszony) padł na sutannę.

Po studiach w Rzymie, pracował jako wikary na polskich parafiach, by w wieku 33 lat ukończyć przygotowania do habilitacji profesorskiej, dzięki której zaczyna wykładać na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, z czym wiąże się wiele przezabawnych historii...

W trakcie tygodniowej żałoby po śmierci JPII w mediach prezentowana była jego sylwetka w wielu programach telewizyjnych czy audycjach radiowych. Jedną z takich słyszałam w Polskim Radiu Wrocław, gdzie jedna z byłych studentek uczęszczających na wykłady do biskupa Wojtyły na KUL-u opowiedziała o tym, jak to naprawdę było z wykładami u przyszłego papieża.

Mianowicie początkowo aula wypełniona była do ostatniego wolnego miejsca. Z czasem jednak studenci spostrzegli że biskup Wojtyła jest człowiekiem z ogromnym poczuciem humoru ale jest też wymagającym nauczycielem. Przez cały rok akademicki z wykładu na wykład frekwencja obniżała się o kilka procent. I tak, gdy przyszedł czas sesji wiosennej, na końcowy egzamin przyszły... cztery osoby! Wojtyła wziął ich ze sobą na spacer do parku, gdzie poprosił, aby te osoby opowiedziały mu, co nie podobało im się w jego wykładach, sposobie nauczania, etc. Po dwugodzinnej rozmowie wpisał im oceny do indeksów. Po pożegnaniu się z wykładowcą, studenci rzucili się, aby zobaczyć oceny końcowe. W indeksach ujrzeli oceny bardzo dobre :)

20 lat przed wybraniem na Stolicę Piotrową zostaje biskupem. 10 lat później – kardynałem.

 

„Habemus Papam” – czyli pamiętny październikowy wieczór

Jan Paweł I zmarł po 33 dniach od wyboru na Ojca Świętego.

„Kardynał Colombo lub kardynał Benelli. Tylko który?” – myślał dziennikarz włoskiej agencji prasowej. Trzymał w ręku kartki z ich biografiami, aby w momencie wyboru opowiedzieć co nieco o nowym papieżu.

„Habemus Papam! Cardinale Wojtyla”. Włoskiemu dziennikarzowi odebrało mowę. I słusznie – bo był właśnie świadkiem największego daru od Boga, jaki mogła w tym dniu otrzymać ludzkość.

58-letni kardynał z Krakowa rozpoczął urzędowanie od krótkiej przemowy do tłumu zgromadzonego na najsłynniejszym placu w Rzymie. Mówił po włosku: „Se mi sbeglio, mi corriggerete” – „Jeśli się pomylę, poprawcie mnie”. W tym momencie zebranych ogarnęła euforia. Bo nowy papież... pomylił się właśnie w tym zdaniu: powiedział „corriggerete” zamiast „correggerete”. Włosi już wiedzieli, że pokochają tego człowieka z dalekiego kraju. Reszta świata miała go pokochać wkrótce.

Podawanie liczby papieskich pielgrzymek i wymienianie krajów, które odwiedził, nie ma sensu (choć jeśli ktoś bardzo chce, to może przeczytać w „Był inny...”). Jan Paweł II był wszędzie. Stał się obywatelem świata. Gdy zadawano mu pytanie, niemal zawsze odpowiadał w tym samym języku.

Był znakomitym mówcą, który umiał wprawić w trans czteromilionowy tłum na mszy w filipińskiej Manili, ale potrafił też prowadzić zabawny dialog z młodymi ludźmi, zgromadzonymi pod oknem kurii arcybiskupiej w Krakowie. Mówił o rzeczach najważniejszych: o Chrystusie, wierze, wolności i godności człowieka. Ale gdy odwiedzili go piłkarze z jego ulubionego klubu, zapytał drżącym głosem, tak po prostu: „Jak tam moja Cracovia?”. Pisał przełomowe encykliki, ale też wiersze poruszające serca.

Niestrudzony pielgrzym, najbardziej „polityczny” z papieży, surowo potępiający tych, którzy nie przestrzegają praw człowieka. Schorowany staruszek, który najlepiej czuł się w towarzystwie ludzi o 60 lat młodszych od siebie. Mąż stanu w piusce i długiej białej szacie, przy którym prezydenci i premierzy, ubrani w granatowe garnitury, wyglądali śmiesznie.

To on przybył do nas i nas wyzwolił. Zawdzięczamy mu najpiękniejsze i najbardziej wzruszające wspomnienia. I wspaniałe zawołanie, które pomaga nam żyć i wierzyć: „Totus Tuus”.

Mogę o nim pisać właściwie bez końca, a i tak nie zawrę wszystkiego, w odpowiedni sposób nie przekażę tego, o czym jeszcze ktoś może nie wiedzieć. Ja, Polak, najlepiej rozumiem pontyfikat Jana Pawła II.

 

Był inny...

Już w dwa dni po wyborze Jan Paweł II opuścił Watykan, zrywając z wszelkimi obowiązującymi zasadami, udając się do kliniki im. A. Gemellego, aby odwiedzić przebywającego tam chorego przyjaciela.

JAKO PIERWSZY:

• od ponad 450 lat papież spoza Włoch
• z kraju komunistycznego
• odpowiadał na pytania dziennikarzy, zmieniając audiencję dla mediów w zaimprowizowaną konferencję prasową
• z bazyliki św. Piotra przemawiał po polsku i w kilku innych „nietypowych” językach, np. po litewsku, ukraińsku, węgiersku, czesku
• uprawiał alpinizm, narciarstwo, kajakarstwo i pływanie
• przybył na konklawe, mając przy sobie jedynie kieszonkowe, stanowiące odpowiednik 125 franków szwajcarskich

Podróży zagranicznych odbył 104, odwiedzając w tym czasie 131 krajów, a w nich ponad 640 miejscowości. Przemierzył w tym czasie ok. 1,5 mln km, czyli mniej więcej czterokrotna odległość z Ziemi do Księżyca lub ponad 37 okrążeń Ziemi. Podczas wszystkich tych wyjazdów poza Włochy wygłosił prawie 2,5 tys. przemówień oficjalnych, nie licząc tych improwizowanych wypowiedzi.

Wyniósł na ołtarze 1350 błogosławionych (w tym 160 Polaków), a w czasie kanonizacji dał Kościołowi ponad 470 świętych (w tym 11 Polaków).

Jego pontyfikat był trzecim pod względem długości. Na Stolicy Piotrowej zasiadał przez 9497 dni, licząc od dnia wyboru 16 października 1978 r.

 

„(...) Czyjaś ręka strzelała(...), ale inna Ręka prowadziła kulę(...)”.

O godzinie 17:19 Papież trafiony zostaje trzema kulami: w prawe ramię, w lewą dłoń i w brzuch.

• Gdzie? – zapytał krótko abp Stanisław Dziwisz
• W brzuch.
• Boli?
• Tak.

Po chwili turecki zamachowiec Ali Agca zostaje przejęty przez rzymską policję.

Jak to się stało, że karetka, która potrzebuje 20 minut na przejechanie przez miasto, na Plac Św. Piotra, mimo olbrzymich korków, dotarła po siedmiu minutach?

Cztery dni po zamachu Jan Paweł II przebacza.

„Modlę się za mojego brata, który mnie zranił, a któremu szczerze przebaczyłem. Zjednoczony z Chrystusem Kapłanem-Ofiarą, składam moje cierpienie w ofierze za Kościół i świat”.

27 grudnia 1983 r. w celi włoskiego więzienia Rebibia Ojciec Święty rozmawia z Alim Agcą, który powiedział: „Jak to się stało, że Ojciec Święty ocalał? Ja wiem, że dobrze celowałem. Wiem, że strzał był zabójczy, śmiertelny...a pomimo to nie zabił. Dlaczego? Co to jest, co wszyscy powtarzają: Fatima?”.

Pokolenie JPII

Autentyzm podążania za Chrystusem spowodował, że Jana Pawła II pokochała młodzież, z którą Papież spotykał się m.in. na zainaugurowanych przez niego Światowych Dniach Młodzieży. W tym roku takowe odbyły się w niemieckiej Kolonii, gdzie miałam okazję zobaczyć się z milionem ludzi różnych narodowości (więcej na stronie LO w sekcji „Wyjazdy”).

Kiedy Papież dowiedział się, że młodzież modli się pod oknami Pałacu Apostolskiego – powiedział: „Poszukiwałem was, a teraz przyszliście do mnie. Za to wam dziękuję”. Do ostatnich chwil myślał o nas, młodzieży, która nazywa siebie „pokoleniem jp2”. O tych, którzy będą budować nowy, sprawiedliwszy, lepszy świat. Zawsze mu na nas zależało, stawiał nam jasne wymagania i pokazywał środki, które mogą nam pomóc. Potrafił z nami rozmawiać. Młodzież zebrana przez Papieża, nie idzie na wojnę, ale niesie światu pokój...

Już w swym pierwszym przemówieniu po wyborze Jan Paweł II zwrócił się do nas:
„WY JESTEŚCIE PRZYSZŁOŚCIĄ ŚWIATA! WY JESTEŚCIE NADZIEJĄ KOŚCIOŁA! WY JESTEŚCIE MOJĄ NADZIEJĄ!”.

W 1985 roku Papież ujrzał na Placu Św. Piotra trzystutysięczna rzesze młodzieży – nie potrzebował więcej zachęt. Tak rozpoczęła się droga Światowych Dni Młodzieży. Zamysł był prosty. Co roku, w Niedzielę Palmową młodzież będzie spotykać się w swoich diecezjach na obchodach lokalnych. Zaś co dwa lata odbywać się będzie światowy zlot – za każdym razem w innym miejscu globu.

I tak przez lata JPII spotkał się z młodzieżą m.in.: we Włoszech, na Filipinach, w Kanadzie, w USA, w Polsce, a ostatnie już XX Światowe Dni Młodzieży odbyły się w Niemczech.

Każdy, kto uczestniczył chociaż pośrednio w spotkaniach JPII z młodzieżą, wie ile energii czerpał on z tych wyjazdów, choć przecież fizycznie na pewno się męczył. Ile radości przynosił milionom młodych serc, które podróżowały za nim po całym świecie. To kolejny fenomen tego 27-letniego pontyfikatu – w jaki sposób schorowany staruszek potrafił dotrzeć do nas? Przecież zawsze jest tak, że starsi ludzie nas nie interesują, nie słuchamy ich słów. W tym przypadku było, nie przepraszam, JEST inaczej. I wydaje mi się, że nie jest to spowodowane tylko tym, że był to Papież...

Do historii przeszły również spotkania JPII z młodzieżą na ulicy Franciszkańskiej w Krakowie.

18 sierpnia 2002 r. godz. 20:50 Niedziela

• Witamy cię, Alleluja! – śpiewa Papież, a zgromadzeni podejmują słowa pieśni.
• Niestety, jest to pożegnanie – mówi Ojciec Święty
• Niee! – protestują zgromadzeni
• Żegnamy cię, Alleluja – nuci Jan Paweł II
• Niee! – krzyczą wierni. Potem śpiewają „Sto lat” i wznoszą okrzyki „Zostań z nami!”
• W sercu i w myślach. Zawsze. – zapewnia Ojciec Święty. – Bardzo wam dziękuję za te spotkania, jak za dawnych lat. Jesteście już inną młodzieżą. Ale nawyki są te same. Dobre nawyki.
• Dziękujemy! Dziękujemy!
• Takiemu, który odjeżdża, życzy się: „Przyjdą zaś”. Ja też sobie tego życzę.
• Zapraszamy!
• Przyjdą zaś – ciągnie papież – Myślę, że i wy mi tego życzycie. Ludzie zapewniają, że tak.
• Na razie dobranoc! – mówi papież – Jutro na Kalwarię. Nazajutrz miał jechać do Kalwarii Zebrzydowskiej.

 

Wobec każdej śmierci przystoi milczenie. Ale wobec tej śmierci szczególnie.

Ostatnie chwile życia papieża na ziemi to wielkie rekolekcje dla całego świata. W tym momencie jeszcze raz chciał całemu światu powiedzieć: jesteście mi braćmi . Ludzkość nie widziała takiej wspólnoty. Ludzkość nie widziała takiej śmierci, która stała się nową wiosną. Choć smutek i łzy, to jednak mocniejsza jest nadzieja, która przezwycięża śmierć.

W tym czasie 15 osób z klasy 2d LO w Złotoryi niczego nieświadomi bawiło się na koncercie reggae w niemieckim miasteczku Drezno. Koleżanka „ściągnęła” mnie sprzed sceny i powiedziała...

Jeszcze nigdy nie żałowałam żadnego wyjazdu tak bardzo jak w ten pierwszy weekend kwietnia 2005 r. Dopiero kiedy dzień później, w niedzielę 3 kwietnia, wróciłam do domu i mama opowiedziała mi praktycznie minutę po minucie ostatnie 24 godziny, zrozumiałam jak wiele opuściłam. Dlaczego? Bo gdy umiera ktoś bliski, chcemy być przy nim do ostatnich chwil. Bo gdy o śmierci Taty dowiadujesz się na terenie obcego ci kraju, z którym nie wiążą cię dobre stosunki, bo choć minęło ponad 60 lat, nie sposób zapomnieć to czujesz się taka samotna...

A czyż wtedy, 1 i 2 kwietnia nie czuliśmy się tak, jakby umierał ktoś nam bliski? W każdym domu rodzina gromadziła się przed telewizorami, aby śledzić sytuację. Po każdym policzku o 21:37 spłynęły łzy...

 

„Jutro na Kalwarię” – powiedział Papież Jan Paweł II 18 sierpnia 2002 r. żegnając się z młodzieżą zgromadzoną pod oknem na ul. Franciszkańskiej 3.

Po trzech latach od tamtego spotkania słowa te nabrały symbolicznej wymowy. Przyszła Niedziela Palmowa roku 2005 – mijało dwadzieścia lat od tamtej Niedzieli palmowej, kiedy odbył się w Rzymie pierwszy Światowy Dzień Młodzieży. Ojciec Święty, który właśnie powrócił z Polikliniki Gemelii ukazał się w oknie Pałacu Apostolskiego. Nie odezwał się ani słowem. Pobłogosławił tylko wiernych gałązką oliwną. Na twarzach wielu młodych ludzi widać było wzruszenie i łzy. Przynieśli ze sobą transparenty: „Trzymaj się Karol. Jesteśmy z Tobą!”, „Dziadku, jesteś młody”. Papież zasłonił twarz dłonią, a potem uderzył nią w pulpit.

O 21:37 odszedł do Domu Ojca.

Wspominanie po raz kolejny tych niesamowitych dni jest bezsensowne, bo każdy z nas wie, do czego w tych dniach dochodziło – jak godzili się kibice (na chwile wprawdzie, ale jednak), jak na pogrzebie dwaj ostatni prezydenci po latach podali sobie dłoń. Byliśmy naocznymi świadkami tych większych i mniejszych cudów, bo chyba tak można określić wydarzenia z pierwszego tygodnia kwietnia Anno Domini 2005. Wszyscy razem i każdy z osobna przezywał chwile pełne smutku, zastanowienia, łez.

Faktem jest, że dni które minęły i które będą trwały to czas, kiedy MUSIMY BYĆ RAZEM!

Odwiedził 250 milionów ludzi, ale przez media zwłaszcza w tych ostatnich chwilach dotarł do sześciu miliardów ludzi na całym świecie. To, co się działo od czwartku, i to co się dzieje do sobotniej godz. 21:37 to nowe zjednoczenie ludzkości. Na ten jeden moment papież zjednał cały świat. Choć nie słyszeliśmy jego słów, to czuliśmy duchowy kontakt...

Żadne słowa nie oddadzą tego, co czuliśmy i właściwie czujemy dalej wracając do tamtych dni. Ale pewne jest to, że ON NIE UMRZE. Będą żyć jego nauka, słowa, wspomnienia. Tak jak w Piśmie Świętym jest napisane: „(...)Morza i góry przeminą, a moje Słowa nie przeminą(...)”, tak zawsze, nawet w momentach maksymalnego załamania, słowa JPII będą trwać w nas. I to właśnie na naszych barkach ciąży teraz odpowiedzialność aby jego naukę poznawały kolejne pokolenia.

Odnowił oblicze Ziemi. TEJ ZIEMI

POLSKA

„Wołam ja, syn polskiej ziemi, a zarazem ja, Jan Paweł II, papież, wołam z całej głębi tego tysiąclecia, wołam w przeddzień Święta Zesłania, wołam wraz z wami wszystkimi: niech zstąpi Duch twój! I odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi!”.

Słowa skierowane do rodaków w Warszawie w roku 1979 napełniły nadzieją serca Polaków, którzy w osobie Papieża Rodaka widzieli – wybawcę? pomoc? Nie ważne. Jedno jest pewne – nie zawiedli się. Nikt nie był w stanie wyobrazić sobie, jakie przyniesie owoce ta pielgrzymka. Jednak uczestnicy i świadkowie tego, co wówczas się działo wokół Polaków i w nich samych, przeczuwali, że stoją w obliczu dojrzewającego przełomu.

Z perspektywy czasu można powiedzieć, że dziesięciodniowa pielgrzymka Jana Pawła II do ojczyzny stała się początkiem końca komunistycznej hegemonii w krajach Europy Wschodniej. W zręcznie ułożonych wystąpieniach – jak fragment wyżej cytowany – które zaskoczyły przywódców ze względu na odniesienia polityczne, papieżowi udało się umocnić Kościół w Polsce i sprawić, by silniej identyfikował się z polską kulturą i narodową tradycją. Rozbudził uśpiony panslawizm i podważył legalność komunistycznych rządów od Bałtyku po Morze Czarne.

Przecież ludziom nie było wcale łatwo śpiewać pieśń „My chcemy Boga, my poddani, on naszym królem, on nasz Pan”. Ale to nic. W tym momencie wszyscy zapominają o przestrogach, że mogą zostać sfotografowani przez Służbę Bezpieczeństwa i narobić sobie nieprzyjemności. Zapominają...

 

DO MŁODYCH

„Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali”.

Słowa z 1983, a jednocześnie jakże „na czasie”.

Spójrzmy prawdzie w oczy – ciężko jest nam się zmobilizować samemu, jeśli nikt nie stoi nam nad karkiem, nie pilnuje. Jeśli zdaje sobie sprawy z tego, że jeśli np. po nieodrobieniu pracy z polskiego nie dostanę jedynki, nie zrobię tej pracy. No bo po co, skoro mogę tę godzinkę przeznaczyć np. na TV. Dlaczego będę się „ścierać”, skoro w sumie nic (?) z napisania jej nie wniosę nowego, a przecież nie dostanę nagany.

A właśnie takim postawom Ojciec Święty mówi „NIE!'.

Tylko przez samodzielną pracę uda nam się osiągnąć wiele. Bez wewnętrznej mobilizacji, samozaparcia i sił nie uda nam się to, choćbyśmy znajdywali sobie najdoskonalsze usprawiedliwienia czy wymówki. Wymagać od siebie – oto zadanie na XXI wiek dla pokolenia JPII.

„Każdy znajduje w życiu jakieś swoje Westerplatte. Jakiś wymiar zadań, które musi podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można zdezerterować. Wreszcie jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak Westerplatte, w sobie i wokół siebie. Tak, obronić - dla siebie i dla innych”.

Czy potrzebny jest jakikolwiek komentarz? Ojciec Święty w najlepszy z możliwych sposobów dotarł do nas, mówiąc o tym, co przecież powtarzają nam rodzice od dzieciństwa tylko że za pomocą innych słów.

W czasach pogłębiającej się komercjalizacji życia i uleganiu zachodnim modelom na ułożenie sobie swojego świata, JPII apeluje, abyśmy nie zatracili korzeni , których jakże często się wstydzimy, miłości do rodziny , coraz częściej spychanej na drugi o ile nie dalszy plan, wiary , o którą przez 27 lat walczył biskup z Krakowa.

Nie bez powodu wspomina tu o obronie – ulec zwyczajom, standardom czy po prostu modelowi „ułatwiam sobie życie” jest naprawdę łatwo. I wiele czasu nie potrzeba aby stać się tylko marionetką w mechanizmach rządzących tym światem. Ale tak jak w 1939 polskie wojsko potrafiło mimo naprawdę ciężkiej sytuacji bronić się przed atakami oddziałów niemieckich, tak samo my POKOLENIE JPII – bo to do nas kierowane są te słowa – musimy bronić. Naszych celów, marzeń, zamierzeń, wartości. Nie poddawać się konformizmowi i dążyć do przodu „z oczami skierowanymi ku górze”. Osiągać cele wymagając od siebie.

Od autorki

Kiedy mniej więcej w połowie października mój nauczyciel od informatyki zaproponował mi zredagowanie strony o naszym patronie, zaskoczona zgodziłam się. Nie zdawałam sobie jednak sprawy z tego, jak wielka odpowiedzialność spadła na moje braki.

Każdy, kto kiedykolwiek pisał cokolwiek o JPII wie, że nad każdym zdaniem z osobna zastanawia się dłuższą chwilę, aby w dobry i jednocześnie prosty sposób zawrzeć to, co leży na sercu. Pisać o kimś tak wielkim jest naprawdę ciężko, bo przecież i tak żadne słowa nie oddadzą sensu czy...

Najtrudniejszym momentem jest jednak reakcja społeczeństwa, środowiska. Dlatego będę wdzięczna za KAŻDE słowa, które w jakiś sposób skomentują moją prawie dwumiesięczną pracę. Zdaję sobie sprawę, że zamieszczone tu moje własne przemyślenia czy wnioski mogą komuś nie odpowiadać czy najzwyczajniej w świecie się nie podobać. Będę wdzięczna za krytykę, która na pewno pomoże mi w stawaniu się lepszym.

Praca nad tą stroną bardzo dużo nowego wniosła w moje życie. Właśnie tak – NOWEGO. Z troszkę innej strony spojrzałam na cały pontyfikat JPII. Z trochę innego punktu widzenia podeszłam do jego słów. I właśnie dlatego cieszę się, że wspomniany wyżej nauczyciel powierzył mi to zadanie :)

Na koniec słowa, które tak bardzo przyjęłam do serca, a które kieruję do Was, czytających te zdania. W szczególności do uczniów naszego LO – do POKOLENIA JPII...

„BĘDZIECIE GŁOSILI CHRYSTUSA NOWEMU TYSIĄCLECIU(...) JEŚLI BĘDZIECIE TYM, CZYM MACIE BYĆ, ZAPALICIE CAŁY ŚWIAT!”.

Karolina Skuła